vermin.eu.org

Specjalista IT na tru^Hopie

Entries Comments



Category: tyrady


Kochany BZ WBK…

1 July, 2008 (00:03) | tyrady | By: vermin

Szanowny Panie, Szanowna Pani, przedstawicielu BZ WBK,

zaiste, intygujące macie Państwo usługi obsługi konta - w szczególności dostępne 24 godziny na dobę. Tyle, że:

  1. Wspaniały system logowania, jakżesz nowatorski i tak intuicyjny oraz łatwy w obsłudze - szczególnie na urządzeniach przenośnych, pozwala szybko i idealnie zablokować sobie konto z niewyjaśnionych powodów. Jestem informatykiem, pamiętam lekko ponad 60 haseł które wprowadzam bez pomyłki przy autentykacji, ale do Państwa systemu wejść za pierwszym razem to mi się wyjątkowo rzadko udaje, częściej za to zablokuję sobie konto - co po raz wtóry uczyniłem.
  2. Telefon na podany na stronie numer telefonu nie kończy się trzymaniem klienta w kolejce call center aż konsultant raczy odebrać i cokolwiek zrobić, ale za to dość nowoczesnym w branży zrzuceniem go na drzewo w celu “skontaktowania się później”. Później znaczy oczywiście niewiadomo kiedy, bo Wasze linie (podejrzewam, że dzięki wspaniałemu systemowi logowania) są przeciążone ludźmi starającymi się skontaktować z Bankiem (i zresetować licznik prób na tym nieszczęsnym haśle - bo przecież SMS/token to za mało i niewiarygodne… żeby zmienić zablokowane hasło trzeba iść do banku) .
  3. Nie dajecie żadnego wyboru systemu logowania - chociażby haseł jednorazowych SMS albo tokena, co byłoby o niebo bezpieczniejsze niż logowanie przez cholerny formularz WWW… w dwóch krokach (NIK i hasło). W zasadzie dlaczego w dwóch? Skoro dajecie możliwość 20 znakowego hasła to przecież mógłoby być 21 kroków! Albo lepiej, n*21, żeby ograniczyć bóg-wi-co i zwiększyć securitarność (nie mylić z bezpieczeństwem) tej wyjątkowej usługi.
  4. a próba obsłużenia Strony banku przez PDA to już porażka do kwadratu. I to nie tylko ze względu na super interfejs logowania - który idealnie pasuje do PDA, ale także nowoczesną nawigację i inne ułątwienia - dość powiedzieć, że żeby wykonać przelew trzeba działać na tylko 4 umieszczonych w różnych (lewo, góra, środek, dół) miejscach menu. Ot, intuicyjny interfejs i usability - widać, że są Państwo znacząco do przodu - w końcu takich cudów “in this day and age” ze świcą szukać…

Nowoczesna, dostępna 24/7/365 bankowość elektroniczna w Państwa wykonaniu powoduje, że chyba czas zmienić konto na mniej uciążliwe, a bardziej przyjazne w obsłudze. Czego żałuję, bo mam je od wielu lat lat i czuję się związany z bankiem (nie tylko kredytem), ale jak to jedna z reklam mówiła: “banki nie są od tego, żeby je lubić”.

Z poważaniem
klient(?)

Uzależnienie od luksusu

31 May, 2008 (11:45) | tyrady | By: vermin

Dziś rano, jak każdego zwykłego dnia, poszedłem po bułki dla dziecka. Sam bym w to nie uwierzył kilka lat temu, że o 6 rano będę regularnie wizytował sklepik z pieczywem. Niemniej dziś sytuacja była wyjątkowa - kolejka zbulwersowała się, że w sprzedaży nie ma krojonego pieczywa. Oczywiście odpowiedź była prosta - popsuła się maszyna i nic się na to nie poradzi.

Pokazuje to jak łatwo można się uzależnić od małych rzeczy, od luksusu. Krojony chleb zamiast maszynki do krojenia chleba, którą większość miała kiedyś w domu. Oddzielny nóz do smarowania, krojenia chleba, mięsa i innych - zamiast dwóch którymi przez lata studenckie operowałem na okrągło. Nawigacja w trakcie podróży zamiast dobrego planowania trasy. Komórki i SMS zamiast znajomości kodu morse’a i zwykłej telegrafii. Bankomaty i karty kredytowe zamiast planowania zakupów. PDA i laptop zamiast kartki papieru i ołówka. Czy też jak mi zasugerował kolega - wszystkorobiące eclipse zamiast mozolnego wpisywania kodu.

Faktycznie - te wszystkie rzeczy pozwalają nam teoretycznie pracować sprawniej. Ale kosztem czego? Ile czasu tracimy, (szczególnie my - IT), na konfigurację wszystkich posiadanych zabawek? Ile na remonty, naprawy, wymiany? Czy na pewno się rozwijamy, czy też raczej tracimy wiedzę? W końcu, jeśli jakieś wizualne narzędzie przez intelisense czy inne cuda praktycznie pisze za nas, to za chwilę może okazać się, że nie pamiętamy nazw metod, sposobu pisania pewnych fragmentów kodu… I to samo dzieje się w innych kategoriach życia. Czy jednak mniej to nie znaczy więcej?

OK - może jestem (wręcz na pewno) dinozaurem. Ale pomyślmy - gdyby spadła na nas teraz katastrofa siakaś, (a nikt nie może powiedzieć, że nie stoimy w przededniu jakiejś - w końcu kryzys ekonomiczny zazwyczaj rodzi wojny), to co, w postapokaliptycznym świecie moglibyśmy sami zrobić, posługując się jedynie naszą wiedzą i podstawowymi narzędziami? Bez możliwości określenia stron świata, azymutu, podstawowej wiedzy jak sobie poradzić w środowisku (lub tym co z niego pozostanie?). Jasne, wiem - na jesieni wychodzi fallout 3 - to poćwiczymy i będzie git ;-) Ale tak realnie? Tu i teraz?

Premiera Windows 2008, SQL Server 2008 oraz VS2008

15 January, 2008 (00:23) | microsoft, tyrady | By: vermin

Bink podał właśnie newsa, że ruszyła kampania Heroes Happen Here - czyli największe odpalenie w najbliższym czasie - platforma serwerowo-developerska, czyli to co misie lubią najbardziej. Wspaniała sprawa - biorąc pod uwagę, że naprawdę zależy mi na poznaniu SQL Server 2008 oraz Longhorn Server. Oczywiście w tym pięknym wydarzeniu, łyżka dziegdziu. Wszędzie dookoła nas są już zrobione strony premiery, wszystko wiadomo, a PL? A Polski nie ma w liście wyboru. Widać, że zmienił się PRowiec M$ i się chłopak nie wyrabia. Przespać i nie zgrać się z takim newsem? Porażka… Oby jednak chłopaki zrobili jakąś premierę - ten produkt naprawdę jest tego wart :)

Dobrymi chęciami… traci się klientów

10 January, 2008 (01:05) | non-tech, reklama i okolice, tyrady | By: vermin

Mam konto w banku. Nic nadzwyczajnego - w zasadzie większość z nas ma jakieś - oprócz premiera, ale nawet i on z konta korzysta. Mam też w tym banku jakieś lokaty czy inne fundusze - ogólnie pewien kapitał. Bank jest rynkowym średniakiem - z udziałem zagranicznego kapitału w dużej mierze, acz i po części z udziałem Skarbu Pastwa. Bank ten ma nienajgorsze notowania jeśli chodzi o obsługę klienta i dość dobrą obsługę przez internet. OK - co do tej ostatniej, to nowowprowadzony ekran logowania spowodował, że mylę się podczas tej czynności a sam interfejs obsługi konta pamięta swoim wyglądem lata 90. Wydawałoby się, że to normalny bank, używający normalnych narzędzi celem sprzedaży klientom szerszego portfolio usług. Jak najbardziej! Jak każdy bank starają się to robić, co jakiś czas stwierdzając, że jak mi zaproponują kredyt to pewnie wezmę, więc dzwonią i proponują. Kredytów nie biorę bo nie lubię, niemniej doceniam, że jakieś narzędzia BI mają i nawet ja włączają co jakiś czas (pewnie jak liczą premie i trzeba wyrobić plan sprzedaży). OK - w końcu tego, że kredytów nie biorę nie wiedzą i wiedzieć nie będą jeśli nie spróbują mi ich sprzedać.

Niestety zawiodłem się mocno na tymże banku. Otóż dostałem z owj instytucji finansowej list, (czyli poniesiono koszt), który ma mnie zachęcić, jako posiadającego portfel usług kapitałowych, do założenia konta <30. I tu zaczyna się absurd. Po pierwsze niestety konto <30 ma dla mnie bardzo ograniczoną wartość, bo tą granicę przekroczę za chwilkę, po drugie - mam w tym banku konto osobiste od lat ponad 10, tertio i ultimo - MAM KONTO <30!
Jako akcjonariusz tej instytucji finansowej, jako klient opłacający słono bankowych marketoidów, jako specjalista IT, który kilka prezentacji z BI widział ;-) apeluję - BZ WBK! Nie idźcie tą drogą! Zatrudnijcie lepszych specjalistów albo lepsze narzędzia, które potrafią korelować informację na lepszej zasadzie niż stochastyka na kontach klientów.

A najdziwniejsze w tym, że poznaniacy słyną ponoć z oszczędności bardziej niż krakusy, a tu taka rozrzutność. Widać, że kraj się bogaci…

Poczta Polska Telegraf Telefon nawet Fax, ale czegoś brak

29 December, 2007 (23:00) | Prywatne, non-tech, poczta, tyrady | By: vermin

Musiałem dziś odwiedzić pocztę. Czasem trzeba wysłać jakieś przesyłki pocztowe - kartki, listy, faktury. No więc poszedłem tam dziś aby wysłać 5 listów - potrzeba do tego 5 kopert. Niestety, koperty to coś, czego na poczcie nie ma. Tak - nie ma. Są niedostępne, nie istnieją… do nowego roku. Po nowym roku będą - zostały zabrane upstream bo jest “inwentaryzacja”.
Zrobiłem ostrą awanturę i te moje 5 kopert C5 się znalazło - niemniej był to wyjątek bo jakaś miłą urzędniczka znalazła swój prywatny stash. Dla mnie osobiście, biorąc pod uwagę wspaniały image poczty polskiej w ostatnich czasach, to totalna porażka. Jak można zawieszać biznes na kilka dni z tak błachego powodu? Dlaczego placówki nie mogą mieć zapasu pewnych rzeczy - skoro znaczki im nie “wyszły” to dlaczego skończyły się koperty? Zawsze idea “remanentów” w świecie, gdzie okazje biznesowe dzieją się wciąż, gdzie wszystko jest powinno być przetwarzane on-line dzieją się takie rzeczy. No ale cóż, batche w bankach też wyłączają serwery na co najmniej godzinę dziennie (inteligo mniej więcej 1-2 w nocy)… Tak jakby nie było innych możliwości technicznych.

Ciekawe co zrobią jak skończą się znaczki…

O upgradzie Charmera dwa słowa, o legalności takoż

23 December, 2007 (23:11) | gadgets, inne (tech), tyrady | By: vermin

Miała to być króka odpowiedź na komentarz alfa, ale jakoś z tego zrobiło się więcej niż dwa słowa, więc zdecydowałem się zamieścić krótką notkę jak to z tym upgradem było.

First thing first - Era/DT nie wspiera WM6 na pokładzie Charmera. Oczywiście jest tak na razie, bo przez pewien okres czasu na strona PTC nie było żadnej wzmianki, że MDA Compact II w ogóle istniała (wycofali nawet oryginalny ROM, z którym telefon był sprzedawany oraz możliwości zdobycia jakichkolwiek ustawień w konfiguratorze). Na szczęście potem znów wrócili się po rozum do głowy i pojawił się ten nowy ROM z AKU 3.3 :) Ciekawe kiedy znów zmienią zdanie swoją drogą. Ja już bym wolał, żeby przestali nas zwodzić, zrobili sobie pełen branding DT i ruszyli z pełną ofertą taką jak w kraju macierzystym. I tak samo szybko wprowadzali nowe słuchawki.

Co do WM6 jednak - oczywiście są wysmażone ROMy. Niemniej z nimi jest kilka problemów - pierwszym z nich to zaufanie. Dla mnie PDA to kwestia życia/biznesu/tajemnicy służbowej. O ile (w miarę) ufam mojemu dostawcy, to już dostawcom zewnętrznym mniej. Nie, żebym miał szczególne podstawy, niemniej coś jest na rzeczy. Ale zaufanie to pierwszy punkt - drugi punkt to same ROMy. Trzeba poszperać trochę (xda-developers), żeby dorwać odpowiedni, z zestawem aplikacji pasujących. Potem trzeba przeżyć konfigurację, fakt, że nie ma języka polskiego, fakt, że wszystko chodzi wolniej a z synchronizacją są problemy. Dla mnie to wszystko sprowadziło się do tego, że olałem WM6, wróciłem do WM5 AKU 3.3 i o ile nie wyjdzie oficjalny ROM z WM6, któremu dam jeszcze raz szansę, to w zasadzie wolę coś innego - SPB Pocket Plus, SPB Mobile Shell i pewnie jeszcze skuszę się na SPB Backup. Przy tej cenie dolara wydanie 100USD na legalne wersje naprawdę dobrego softu to żaden wydatek. A jaka funkcjonalność! Oczywiście nie mam Touch Flo (heh, może jak mi firma kiedyś zasponsoruje Tytn II - marzenia), ale to co te dwie aplikacje ze sobą wnoszą daje mi komfort pracy WM6 (na tyle, na ile go rozpoznałem), z byciem legalnym (kupiony aparacik z licencją w końcu tylko na WM5) i nie najgorszą szybkością działania. No właśnie - legalność i gwarancja to punkt 3. W końcu jako społeczeństwo dojrzewamy, bogacimy się, więc może i legalność oprogramowania powoli zacznie stawać się u nas ważnym punktem.

Co do samego SPB. Dla mnie soft świetny. Daje duże ikony na ekranie Today z możliwością szybkiego dostępu do zainstalownych aplikacji, daje szybkie dzwonienie na ekranie today, daje wybieranie kontaktów nie za pomocą tragicznie małej klawiatury (która jest na dodatek ostro pocięta przez Erę - nie ma rozpoznawania znaków!) a standardowej telefonicznej (duże klawisze), daje funkcjonalny wygaszacz (WM6) z datami, spotkaniami, pogodą i zestawieniem wiadomości (maile/SMSy/połączenia). Magia świąt normalnie - jakbym to miał powiedzmy z pół roku temu, to nie myślałbym wcale o zamęczaniu się WM6, a żył spokojnie, resetując tylko co jakiś czas na twardo PDA ze względu na coś co wgrywa się z automapą (chyba chodzi o zarządzanie podświetleniem?) co prowadzi do dodatkowej pracy procesora i za szybko zżera baterię (o właśnie - WM6 zżerał mi baterię szybciej niż WM5). Nie mówiąc o SPB backup, który wspaniale ściąga konfigurację i zawartość telefonu a następnie ją odtwarza. Do telefonu z tym jeszcze tylko phm regedit (darmowy, do konfiguracji PDA), Adobe Reader (darmowy), putty i jak dla mnie to więcej mi nie potrzeba :)

Cóż - wybór należy do każdego z osobna.
Chciałbym zauważyć, że nie namawiam tutaj ludzi do super legalności. Ba, w zasadzie, gdyby nie możliwości nielegalnego zdobycia ROMu WM6, gdyby nie zestawy aplikacji zdobyte w sposób mniej legalny (takie swoiste try before you buy), to nie miałbym tu o czym pisać. Oczywiście należy walczyć z nielegalami. Przecież jeśli się nie walczy ergo wszystko można mieć za phree to faktycznie - po co płacić? Głupio być ostatnim frajerem wśród złodziei. Bo honor to można i mieć, ale nec Hercules contra plures. Walka ta jednak też musi być prowadzona z wyczuciem, bez przesady. Wsza ludzie nie znający różnorodności lub którym ta możliwość poznania nie przyjdzie względnie łatwo nie będą chcieli sami poznawać nowych rzeczy, lecz zgnuśnieją w zestandaryzowanym pseudodobrobycie. A monopole walczą, żebyśmy tej różnorodności nie zaznali.
Dopiero takie wypośrodkowanie wszelkich starań powoduje, że oprócz ludzi kradnących z definicji cudze dobra (także intelektualne) pojawia się grupa tych, którzy spróbują, spodoba im się i kupią. I to powoduje, że ten świat (przynajmniej na razie) się kręci.

firmowe merry (kilka niecenzuralnych zwrotów na f, j oraz k) kristmas!

21 December, 2007 (09:32) | Prywatne, tyrady | By: vermin

Jak to zwykle bywa w okolicach 24 grudnia kolejnego roku, zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Same święta to (teoretycznie) rzecz fajna zarówno ze względu na atmosferę jak i czas wolny. Niestety jak to w życiu bywa - atmosfera jest już zajechana milionem stroików, kolęd w “prawie” dobrym wykonaniu wygrywanych przez “prawie” polifoniczne urządzenia z “prawie” dobrymi głośnikami oraz brakiem śniegu (no, ale to ostatnie może się uda nadrobić). O ile do tych wszystkich rzeczy człowiek powoli się przyzwyczaja coraz bardziej zdając sobie sprawę, że prawdziwe święta to ma się w sercu gdziekolwiek będąc (bo chociaż firma ma ogólnie wolne, to 24 jednak niektórzy powinni wpaść do pracy), to już do pewnych firmowych zwyczajów jest trudniej.

Nie wiedzieć czemu każda firma w której pracowałem dotychczas stwierdza, że dobrze zrobić jest spotkanie opłatkowe. Nie wiadomo po co i dlaczego. Znaczy może są tacy, których to motywuje, ale mnie jakoś nie bardzo - mam co robić z czasem wolnym i mam ścisłe grono przyjaciół i rodziny z którym ten czas z chęcią bym spędzał. Najgorsze jest to, że chociaż obecność nie jest obowiązkowa, to jednak młodzi pracownicy (wiekiem/stażem) być jednak powinni, w celu zaczerpnięcia atmosfery firmowej i integracji. Tylko jakiej integracji, jak część ludzi widzi się po raz pierwszy, część lubi się mniej (i stara nie odwracać do nich plecami) a jedynie części z nich złożyło by się prawdziwe życzenia? Cóż - trzeba cierpieć wg wspaniałej polskiej tradycji.

Jest jeszcze jeden zwyczaj czasu bożonarodzeniowego - wysyłanie życzeń do tych, których nie zobaczymy. Oczywiście firmie udało się także i to przedstawić w krzywym zwierciadle. Przedwczoraj o 7 pojawiły się w outlooku pierwsze życzenia od pracowników jednego z oddziałów. Już dwie godziny później odpowiedział kolejny… dział. Potem poszło. Średnio raz na godzinę wpadał mail kolejnego z oddziałów/działów firmy. Co ciekawe - jeśli w jakimś dziale była praca zmianowa, to oczywiście każda zmiana musiała wysłać swoje życzenia. Do maksimum perwersum doszło dziś w godzinach porannych, kiedy to przyszedł pierwszy mail od pojedyńczej, niereprezentującej nikogo poza sobą osoby. A osób w firmie trochę mamy… Paranoja jest goła.
Jedyną metodą obrony przed życzeniami jest to, że reguła w MUA automatycznie kasuje wszystko co ma w tytule słowo “życzenia”. Ponieważ niektóre osoby o tym wiedzą (te które powinny) dostałem już życzenia z tytułem “DUPA”. I tak ma być(?).

Brak polskich liter w Viście - czyli jak podpiąć się pod klawiaturę?

5 December, 2007 (14:26) | tyrady, windows | By: vermin

Dostałem czas temu już długi nowy sprzęt firmowy - całkiem przyjemne FSC e8210. Zabawka fajna, z Vista Business na pokładzie, (będąc przy systemie chciałbym nadmienić, że po etapie konfiguracji laptopa do swoich potrzeb kiedy to kląłem ten system i jego konfiguratory na czym świat stoi, przyzwyczaiłem się, bo raczej nie przekonałem), niemniej wciąż mi coś niedomagało. W szczególności brakowało mi niektórych jedynie dużych polskich liter. Problem w zasadzie rzadko występujący (po co komu duże polskie litery), niemniej denerwujący. Oczywiście zarówno przeglądarka jak i programy Office pozwalały mi przez dłuższy czas obejść się bez tych liter, ale było to conajmniej denerwujące, żeby nie powiedzieć, upierdliwe. Dziś w końcu stwierdziłem, że:

  • albo w końcu znajdę przyczynę na zasadzie eliminacji
  • albo spróbuję znaleźć metodę programową tego problemu

Udało się na szczęście to pierwsze, jak zwykle, po niesławym zabierającym “ł” programie ATI, teraz całkowicie do szczęście zbędny, a przez niedopatrzenie ładujący się z automatu Intervideo WinCinema Manager zabierał całą gamę skrótów <alt gr> + <shift> + Ó lub Ę lub Ą lub Ś albo Ż. Nie wiedzieć czemu oczywiście, bo nie reagował na naciśnięcie tych klawiszy żadną rozsądną ani nawet nierozsądną akcją. Dodatkowo nie ma tych klawiszy podpiętych w konfiguracji tego magicznego programiku i znalazłem go na zasadzie eliminacji (iteracyjnieidąc algorytmem: zabij aplikację[i], sprawdź działanie klawiszy, i++).

Sprawa rozwiązana, ale problem szerszy został. Podpinałem się wieloma programikami mapującymi klawisze pod klawiaturę i o ile mogłem spokojnie zdefiniować własne zdarzenia, to żaden ze znanych mi programów nie potrafił mi pokazać co jest pod daną kombinację klawiszy podpięte. Ja oczywiście wiem jak się podłączyć pod daną kombinację klawiszy, (SetWindowsHookEx), ale jak uzyskać zestawienie wszystkiego co jest już zdefiniowane? Ktoś (no może nie konkretnie Ty ;-)) ma jakąś sugestię?

SaaS, google i wordpress API, czyli nowe technologie w uzyciu

14 May, 2007 (11:00) | microsoft, tyrady, web, wordpress | By: vermin

Google jest jednak wielkie. Ich podejscie do swiata pokazuje bardzo mocno, ze SaaS (Software as a Service) to przyszlosc. Chociazby ta notke pisze z losowego komputera, wykorzystujac Google Docs & Spreadsheets z ktorego publikuje bezposrednio do mojego bloga dzieki API MovableType w ktore wyposazony jest Wordpress. Nie tylko, ze moja produktywnosc wzrasta, poniewaz dostep do swoich prywatnych dokumentow mam prawie zawsze i wszedzie (bo firmowych tam nie wrzuce - polityka bezpieczenstwa chociazby), ale dodatkowo mam dostep do poczty integrujacej moje stare prywatne konta na darmowych serwisach w jedna kupke, mam dostep do czytnika RSS, dzieki ktoremu jestem na biezaco w tym co mnie interesuje, mam otwarty komunikator (co prawda bez transportow do innych sieci :|). Jestem produktywny caly czas, bez umierajacej (niestety) technologii U3 czy podobnej. (Na poziomie przechowywania plikow w ogole bez noszenia pendrivow, ktore za latwo gdzie sie gubia).

Coz - na tegorocznym MSS, o ktorym napisze w koncu w nastepnej notce, Steve Ballmer wspominal, ze Microsoft intensyfikuje wysilki swojej platformy Live, ktora ma wnosic taka nowoczesna produktywnosc. Niestety, na razie to co prozentuje Google powoduje, ze hasla MS powinny brzmiec: “Where do you want to google today?” and “It’s time (to catch up on Google)”. Moze w ramach polityki SaaS MS powinno wyewoluowac z modelu dostarczania pelnego produktu, ktorego nie wiadomo kiedy sie doczekamy, do tego co robi Google, rosnac razem z potrzebami uzytkownikow?

Zdaje sobie sprawe, ze Google nie jest idealne, a gromadzenie wszystkich moich informacji w jednym miejscu moze zostac wykorzystane przeciwko mnie, przez Evil Google Thingie, niemniej wyglada na to, ze dla informacji malo wrazliwych to jest jedyny rozsadny kierunek - czy to bedzie MS, Google czy ktokolwiek inny, kto wpadnie na jeszcze lepsze, prostsze i bardziej zintegrowane rozwiazanie. Zreszta w komputerach, o czym pisalem, szczegolnie dzieki wirtualizacji, tez dazymy do scentralizowanych rozwiazan - czy to filestorage, czy aplikacje 3-tier czy cokolwiek innego…

az.pl ssie (a przynajmniej zaczyna)

20 April, 2007 (20:22) | tyrady | By: vermin

Sporo się ostatnio pisało o tym, że niektóry tzw. providerzy zaczynają mocno ganiać użytkowników. Ja cieszyłem się, że nic takiego mnie od mojego nie spotkało - do tego stopnia, że poleciłem go wręcz kilku znajomym. Mam oczywiście najtańszy hosting, bo wydaje się człowiekowi, że pod blog za dużo nie potrzeba. Otóż jak się okazuje żyłem w błędzie…
Ja w zasadzie wiem, że silnik wordpress nie jest optymalny - ba, do optymalności brakuje mu wiele, no ale bez przesady - nie będę z jego powodu kupował dedyka! Jakby nie patrzeć poniższy email mocno mi sugeruje, że powinienem zmienić dostawcę. 4 dni na poprawę wordpressa to chyba ciut za mało :| - jakieś propozycje?

Szanowni Klienci,

Proszę o optymalizację zapytań mysql, struktury bazy danych oraz oprogramowania dążącą do skrucenia czasu wykonywania kwerend i zminimalizowania obciążenia serwera.

Proszę o jak najszybsze poprawienie zgłaszanego problemu.

Proszę o informację zwrotną via email po zakończeniu prac z Państwa strony w nieprzekraczalnym terminie do 24.04.2007 roku.

Przypominamy, że zgodnie z postanowieniami regulaminu: “KORZYSTANIA Z USŁUG HOSTINGOWYCH AZ.PL” punkt 48:

“Obowiązki i odpowiedzialność Klienta

a) W szczególnych przypadkach, w których działanie programów Klienta spowoduje nadmierne obciążenie serwera co spowoduje pogorszenie usług świadczonych innym Klientom, Az.pl zastrzega sobie prawo do wprowadzenia ograniczeń na konto Klienta lub tez blokady całego konta. O ograniczeniu Klient zostanie powiadomiony.
b) Az.pl zastrzega sobie prawo do zablokowania możliwości korzystania przez Klienta z wszystkich lub niektórych Usług hostingowych a także prawo do zablokowania możliwości korzystania z określonych baz danych, skryptów, usług poczty elektronicznej,http, w następujących przypadkach:
- wystąpienia prawdopodobieństwa spowodowania awarii przez Klienta.
- spowodowania przeciążenia serwera lub innych elementów infrastruktury udostępnianej przez Az.pl,
- wystąpienia prawdopodobieństwa znacznego pogorszenia jakości usług świadczonych dla pozostałych Klientów Az.pl
O ograniczeniu Klient zostanie powiadomiony.”

Jednocześnie informuję, że stosownie do punktu 51 ww. regulaminu:
“Az.pl zastrzega sobie prawo do zablokowania, a w szczególnych przypadkach, usunięcia konta klienta i danych na tym koncie się znajdujących, który łamie postanowienia niniejszego regulaminu, bez zwrotu uiszczonych przez klienta opłat.”

Pełna treść regulaminu dostępna jest pod adresem:
http://www.az.pl/regulations.action

Logi serwera w załączniku.

Z poważaniem,
Dział Techniczny AZ.PL

I wysłana odpowiedź:

Witam,
Widzę, że Państwo idziecie w ślady Home.pl i Nazwa.pl i zaczynacie badać „obciążenie”. To potrafię zrozumieć.
Czego nie potrafię pojąć, to fakt, że (może poprzez ostry overselling?) zwykły, pojedynczy blog oparty na popularnym silniku Wordpress generuje obciążenie powodujące wyrzucenie go z serwera – ponieważ optymalizować tego oprogramowania nie będę, nie wiem co mogę zrobić. Kupić lepszy (wyższy) pakiet hostingowy? Jaki?

Ponadto zaskakujecie mnie Państwo bardzo długim, bo 3,5 dniowym terminem na poprawę, co najciekawsze obejmującym weekend. Ale rozumiem, że może Państwo macie wolnych (w sensie zasobów) koderów, których mi z przyjemnością wynajmiecie na wzmiankowany czas?

Pozdrawiam uprzejmie i proszę o odpowiedź

“Jest super, jest super, więc o co Ci chodzi?”

Komputer czy terminal?

11 April, 2007 (08:57) | inne (tech), networking, tyrady | By: vermin

Komputeryzacja kiedyś, to rozsiane w różnych miejscach monitor i (dosyć specyficzna) klawiatura. Gdzieniegdzie drukarka, “ukryty” mainframe czy też koncentrator terminali. Stoją u mnie takie pudełka rozsiane po terenie. Stoją i się kurzą, bo już od dawna nikt na terminalach nie pracuje. I tu właśnie powstaje pytanie - dobrze-li to?
Problemu nie było kiedyś - nie było komputerów osobistych, więc terminal był jedyną opcją pracy z systemem komputerowym. Następnie pojawiły się komputery osobiste, których moc wciąż rośnie a cena maleje i na nie przerzucono część obliczeń. Po co więc roztrząsać temat terminali?

Na pewno przydają się one tam, gdzie aplikacja z różnych względów powinna być zainstalowana na jakimś jednym serwerze. Powodem może być chociażby zabezpieczenie sprzętowe czy też konkretna aplikacja, która z jakiegoś powodu nie ma interfejsu zbudowanego w oparciu o lekki model trójwarstwowy typu Oracle Forms czy SAP GUI. No dobra - to dość specyficzne rozwiązania, więc czy jest sens wogóle zajmować się tą tematyką? Można by pomyśleć, że taki specyficzny bezdyskowy terminal z Windows Embedded będzie tańszy niż komputer typu “składak-PC” z renomowanej stajni “Wójek Juzeg - Komputery i Myjnia samochodowa” czy inny tani DELL. Niestety tak nie jest - otóż taka prosta maszynka jest tańsza niż bezdyskowy terminal. No więc dlaczego to się wciąż produkuje?

Dla mnie jedyną przemawiającą za tym rozwiązaniem cechą jest uproszczenie administracji. Rozrzucamy takie małe komputerki po firmie. Małe to i ciche, wydajność niewielka, bo w końcu a tylko włączyć środowisko graficzne, zestawić połączenie z siecią i już. Administracja to betka - pojawiają się nowe, wpływające na tą rzadką ilość obsługiwanych komponentów na WXPE poprawki - tworzymy nowy obraz systemu, rozsyłamy po stacjach i już. Aktualizacja oprogramowania w firmie zrobiona. Inny soft? Wystarczy przecież zaktualizować to co jest na serwerach i nasze klienty terminalowe/citrixowe już mają najświeższe wersje dostępne pod przyciekiem myszy. Cud administracyjny - użytkownicy nie mogą popsuć komputera. Jak coś im nie działa… to podsyła się serwisanta z zapasowym pudełkiem, minuta roboty i już pracujemy ponownie.

Tyle, że pojawiły się kolejne koszty, których nie widać wprost.
Po pierwsze - musimy wydać więcej na serwer. Więcej ramu, więcej procesora. Dyski w końcu i tak mamy na macierzach, więc koszt dodania kolejnych napędów jest znikomy (w porównaniu do ceny macierzy ;-) ).
Secundo - licencje dostępowe. Każdy dostęp do serwera Windows zżera nam kolejne licencje - jedną z dostępowych do serwera terminali… i jeśli nie łączymy się z systemu, który ma CAL wbudowany (XP/Vista Business lub Enterprise) to na dodatek alokuje się na to połączenie licencja na używanie systemu Windows Server. Nie mówię nawet o citrixach, które wszak też nie są darmowe.
Tertio - spróbujcie pracować w ten sposób z jakąś zasobożerną aplikacją…

Reasumując - dla terminali na Windows jestem na nie. Dla terminali linuxowych - noo, tu już jest ciut inna śpiewka, bo koszty są dużo niższe. Gdybym miał firmę w całości przestawioną na linuxy to może by to miało sens, ale nie wcześniej. Chyba, że jest tu gdzieś drugie dno, które pominąłem?

Outlook w środowisku sieciowym bez serwera Exchange

5 April, 2007 (12:29) | networking, office, poczta, tyrady | By: vermin

WSS podał odnośnik do artykułu na Performance Blog i opatrzył go tytułem “Pliki PST w sieci to zły pomysł“. Cóż - ja mam przeciwne zdanie, które postaram się tu (bo gdzie?) przedstawić.

Po pierwsze warto sobie zdać sprawę kiedy i dlaczego używa się sieciowych plików PST. Sam plik PST przechowuje dane (głównie pocztowe) użytkownika. Jest to plik skomplikowany w swej strukturze plik, który bardzo lubi nabierać wielkości. Wyobraźmy sobie teraz małą sieć w firmie. Zazwyczaj użytkownicy korzystają ze swojego komputera, niemniej czasem zdarza im się przesiąść na cudzy komputer i potrzebują tam swoich danych. Na szczęście wprowadziliśmy małą domenę NT (dowolna platforma) i mamy roaming profiles, więc dane użytkownika wędrują zanim… oprócz danych Microsoft Outlook, który jest umieszczony w %USERPROFILE%\Ustawienia lokalne\Dane aplikacji\Microsoft\Outlook. Ponieważ są to ustawienia lokalne to plik ten niestety się nie przerzuca na serwer, więc podłączając się do nowej stacji nie mamy do niego dostępu.

Wykonujemy drugi krok, przerzucamy plik do lokalizacji, która się synchronizuje… I to jest największy błąd, bo ładowanie/zamykanie profilu trwa wieki ze względu na konieczność synchronizacji danych. Żeby się tego pozbyć wrzucamy pliki do udziału sieciowego, konfigurujemy na nim uprawnienia, przekonfigurowujemy outlooka odnośnie umiejscowienia jego pliku magazynowego i voila. Działa. Działa szybko i sprawnie - poczta dostępna z każdego komputera, w jednej lokacji. Dzięki temu łatwo je zbackupować… ale nie tylko! Możemy się do tych plików podłączyć i przeprowadzić ich defragmentację, archiwizację czy też inną operację administracyjną o jakiej sobie pomyślimy.

Ok, dlaczego wobec tego takie halo? Otóż faktycznie, jeśli te pliki są duże, jeśli nasza sieć jest rozbudowana tak, że mogą pojawić się poważne przekłamania podczas transmisji i przede wszystkim - jeśli takich użytkowników jest dużo to faktycznie - tylko serwer Exchange. Ale pojmowanie małej sieci w wersji amerykańskiej (nawet nie 200 stacji z przykładu ale chociażby 50) a polskiej (10 stacji) to jednak jest różnica. Jeśli kogoś stać na tyle licencji (i administratora do tego) to wydatek na Exchange nie powinien być dla niego aż takim obciążeniem (że o SBS nie wspomnę)…
Niemniej jesteśmy na rynku polskim - i tu w małej sieci pliki PST na zdalnym udziale oraz administrator, który wie jak nimi zarządzać to wszystko co firmie jest potrzebne. Szczególnie jak jest do tego AD i firmowa książka adresowa to Exchange jest wręcz zbytkiem (chociaż to naprawdę kawał fajnego produktu jest). A że jest to niewspierane przez MS? Cóż - przecież tego Exchange trzeba ludziom sprzedać :D

Zarabianie na byciu “ekspertem” w Polsce i to zdalnie?

8 March, 2007 (13:47) | Prywatne, inne (tech), tyrady | By: vermin

Paweł Tkaczyk zamieścił na swoim blogu ciekawy wpis o wbudowanej w nową (wciąż beta) wersję Skype, która może być początkiem budowy ciekawego systemu pomocy ludziom - szczególnie przez ludzików z biedniejszych krajów (np. z Polski).
Otóż nowa wersja Skype zawierać będzie możliwość porozmawiania z “ekspertem” via Skype. Oczywiście ekspertem może być każdy - niemniej ponoć pojawić się ma katalog, pozwalający ocenić rozmówcę.

To jest naprawdę ciekawa możliwość dla IT - budujemy sobie mały labik (virtuale), ustalamy zakres naszych kompetencji i startujemy. Co ciekawe to może tak naprawdę być bardzo prostym rozwiązaniem - wyobraźmy sobie, że jesteśmy np. takim Anglikiem (ta nacja ponoć, jak ostatnio czytałem, nie radzi sobie z technologią), potrzebujemy pomocy. Odpalamy komputer (załóżmy, że on jednak działa i ktoś mu tego Skype zainstalował) lub telefon stacjonarny (?nie wiem czy taka opcja będzie?) i dzwonimy. Osoba po drugiej stronie to znający język, wykształcony i być może wykwalifikowany specjalista.

Ile można zarobić? Cóż - załóżmy, że pracujemy 160 godzin miesięcznie, z czego 120 godzin (jeśli uda się zdobyć renomę) to będzie czysta rozmowa - reszta to minimalny czas na doszkalanie. Mieszkamy w mniejszym ośrodku i żeby być usatysfakcjonowanym wystarczy nam zarobek rzędu 5-6k brutto (pisałem o mniejszym ośrodku?). Nasza godzina rozmowy kosztuje więc 50 złotych (6k/120), czyli minuta kosztuje raptem 83 grosze. Załóżmy średnią potrzebną do udzielenia porady na 5 minut - czyli w Polsce kosztowałoby to 4,15zł. To nie jest szczególnie dużo - ale nie jest to też mało za rozmowę telefoniczną. A dla Anglika? 73 pensy. Mniej niż piwo… Jak dla mnie to brzmi baaardzo interesująco :)

Jak nie sprzedawać systemów informatycznych dużym firmom

8 March, 2007 (08:00) | Prywatne, inne (tech), reklama i okolice, tyrady | By: vermin

Wyobraźmy sobie, stricte teoretycznie, że pracuję gdzieś w trzewiach pewnej polskiej korpo. Załóżmy, że ta korpo planuje wykonać jakiś duży wewnętrzny projekt. Załóżmy, że wśród oferentów jest firma tworząca m.in. dedykowane rozwiązania, firma mająca własny, sprawdzony standard (nazwijmy go DynaBlaster), wdrożony w kilku innych, bardzo dużych jak na polskie realia przedsiębiorstwach. Standard opierający się na pewnym szeroko używanym przez wszystkich standardzie Blaster, standardzie, bez którego nie wyobrażamy sobie teraz wymiany informacji.

Korporacja, bo jest to o tyle ważne, ma tony dokumentów wewnętrznych - misję, wizję i strategię. A także opisywane ostatnio przez Costę znienawidzony działy zakupów oraz co ważniejsze - dział strategii. Wyobraźmy sobie teraz, że chcemy coś im sprzedać, a gdzieś w tej oceniającej rozwiązania kupie luda, (załóżmy hipotetycznie, że ową Radę Archistrategii tworzy 10 osób) jest 6 osób, które Twoje rozwiązanie jest obojętne, oraz 4 mające w głowie inne warianty/dostawców.

Nie ukrywajmy - Twoje rozwiązanie jest najlepsze, bo najlepiej spełnia cele biznesowe firmy (jak ostatnio usłyszałem - “w korowych kompetencjach pracowników IT musi być rozumienie biznesu”). Super. I tu właśnie popełniasz błąd.

Po pierwsze: Twoje rozwiązanie jest najlepsze, bo rozwiązanie jest ściśle dopasowane do oczekiwań jakie zdefiniuje biznes - czytaj drogie, skomplikowane do wdrożenia oraz trudne do integracji z toną istniejących już wewnętrznie rozwiązań firmy. Nie lepiej skupić się na ciut innych zaletach? Przeprowadzić mały zwiad i na początku powiedzieć jak ładnie się wkomponuje w istniejącą strukturę firmy? Warto byłoby.
Ale to nie to spowodowało porażkę naszego dostawcy.

Po drugie i najważniejsze. Standard. Właśnie DynaBlaster zgubił naszego dostawcę. Otóż “Technologia proponowana przez dostawcę (DynaBlaster) niezgodna z przyjętym standardem”. I to jedno proste zdanie w pliku PPT załatwia sprawę. Rada Archistrategii widząc coś takiego od razu projekt odrzuci. A wystarczyło zalobbować i wspomnieć o tym jaki Blaster jest fajny i że cokolwiek wybiorą aktualnie opiera się na Blasterze właśnie. Nawet pewna Fabryka Urządzeń Dźwigowych także biorąca udział w tym wyścigu, tak naprawdę proponując swoje rozwiązania, opiera się po części na Blasterze.

Cóż, sprzedając swoje nawet najdoskonalsze rozwiązania, należy przemyśleć strategię, nie zakładać błędnie, że każda korporacja jest taka sama i tak samo można jej naściemniać. Dodatkowo smaczku dodaje fakt, że firma, (teraz także część dużej międzynarodowej korpo), sprzedająca DynaBlastera wdraża także rozwiązanie, które na 99% wygra…

Na szczęście to wszystko to tylko hipotezy, zabawa i gra słów. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych firm, ludzi, produktów są niezamierzone (i jeśli ktoś poda je wprost w komentarzach to…)

o sensie pisania bloga słów kilka

4 March, 2007 (15:05) | Prywatne, sql, tyrady, web | By: vermin

Strasznie zaskoczyła mnie wiadomość depesza, którego czytam i cenię ze wpisy techniczne z baz danych. Sam w końcu piszę technicznego bloga, przekładając go czasem jakimiś prywatnymi wstawkami, (które, swoją drogą ponoć mogą prowadzić do utraty czytelników - ale cóż, I don’t care (that much)), więc powstaje u mnie automatycznie autorefleksja - pocoto.

Czy przeglądam 5000 wpisów? Nie. W którymś z podcastów z SBSa, bodajże w numerze 20, człowiek z MS powiedział dość mądrze, że w obecnej chwili, przy tym zalewie informacji nie możemy pozwolić sobie na to, żeby wiedzieć wszystko. Czytam blogi ludzi piszących o interesującej mnie tematyce. Ba, z niektórych blogów filtruję tylko feedy tyczące się odpowiednich kategorii. W ten sposób mam szansę nie utonąć (za głęboko). Mam newsy mnie interesujące, mam porady, które mogą przydać mi się w przyszłości. Nie muszę czytać gazety/onetu/msn/bbc/chgw. Na podstawie tego co tam wyczytam powstaje jakiś mój punkt widzenia, rozszerzany w interesujących mnie kwestiach przez google/windows live. Jest to niewątpliwie świat sztuczny i przeżuty jak kanapka z McDonald’s, ale to w końcu technologia i ona ma prawo taka być. Prawdziwe życie mam domu i właśnie ucina sobie popołudniową drzemkę obok mnie.

Czy przestać pisać? Hmm, teraz mam na stronie kalendarz. Przez chwilę, bo on pokazuje tak naprawdę jak rzadko coś piszę. Ponieważ piszę wtedy, jak coś chcę przekazać. Komuś, sobie - bo w końcu wpisy techniczne przydają się czasem dla samego siebie (szczególnie jak coś się robi dość rzadko), a jeśli przydadzą się komuś - można się jedynie cieszyć. Jeśli ktoś wizytując tą stronę przy jakiejś tam okazji doda coś od siebie, wpisze cokolwiek, umówi się na piwo/wino/pepsi i pizzę to cool, zawsze miło poznać kogoś IRL bo to zazwyczaj rozszerza horyzonty.
Ale ad rem, zaśmiecać sieci swoimi treściami nie przestanę. Rzadziej lub częściej, ale pisać będę. Mam tonę rzeczy rozpoczętych do napisania i wiem, że kilka z nich nigdy nie ujrzy światła dziennego, ileś tam ich zostanie przesuniętych mocno w czasie - syn jest mocno absorbujący, a będziemy chcieli nie zakończyć rozwoju na jedym dziecku, (nie wspominając o czsochłonności pracy i własnym rozwoju, które idą dalej). Niemniej jest to dla mnie jakiś wkład w świat dzielenia się pomysłami/ideami/wiedzą - wiedzą, którą zdobywam na codzień w pracy/wykonując zlecenia/uczestnicząc w szkoleniach.

Podsumowując - mam nadzieję, że depesz zmieni zdanie (chociaż szanuję jego decyzję, bo to jego blog, jego życie). Bo za dużo jest bLogAskuff nastoletnich cichodajek głupich panien (by Pink), a za mało technicznej, strawnie podanej wiedzy popartej doświadczeniem. Czego wszystkim techies życzę.