vermin.eu.org

Specjalista IT na tru^Hopie

Entries Comments



Category: reklama i okolice


Dobrymi chęciami… traci się klientów

10 January, 2008 (01:05) | non-tech, reklama i okolice, tyrady | By: vermin

Mam konto w banku. Nic nadzwyczajnego - w zasadzie większość z nas ma jakieś - oprócz premiera, ale nawet i on z konta korzysta. Mam też w tym banku jakieś lokaty czy inne fundusze - ogólnie pewien kapitał. Bank jest rynkowym średniakiem - z udziałem zagranicznego kapitału w dużej mierze, acz i po części z udziałem Skarbu Pastwa. Bank ten ma nienajgorsze notowania jeśli chodzi o obsługę klienta i dość dobrą obsługę przez internet. OK - co do tej ostatniej, to nowowprowadzony ekran logowania spowodował, że mylę się podczas tej czynności a sam interfejs obsługi konta pamięta swoim wyglądem lata 90. Wydawałoby się, że to normalny bank, używający normalnych narzędzi celem sprzedaży klientom szerszego portfolio usług. Jak najbardziej! Jak każdy bank starają się to robić, co jakiś czas stwierdzając, że jak mi zaproponują kredyt to pewnie wezmę, więc dzwonią i proponują. Kredytów nie biorę bo nie lubię, niemniej doceniam, że jakieś narzędzia BI mają i nawet ja włączają co jakiś czas (pewnie jak liczą premie i trzeba wyrobić plan sprzedaży). OK - w końcu tego, że kredytów nie biorę nie wiedzą i wiedzieć nie będą jeśli nie spróbują mi ich sprzedać.

Niestety zawiodłem się mocno na tymże banku. Otóż dostałem z owj instytucji finansowej list, (czyli poniesiono koszt), który ma mnie zachęcić, jako posiadającego portfel usług kapitałowych, do założenia konta <30. I tu zaczyna się absurd. Po pierwsze niestety konto <30 ma dla mnie bardzo ograniczoną wartość, bo tą granicę przekroczę za chwilkę, po drugie - mam w tym banku konto osobiste od lat ponad 10, tertio i ultimo - MAM KONTO <30!
Jako akcjonariusz tej instytucji finansowej, jako klient opłacający słono bankowych marketoidów, jako specjalista IT, który kilka prezentacji z BI widział ;-) apeluję - BZ WBK! Nie idźcie tą drogą! Zatrudnijcie lepszych specjalistów albo lepsze narzędzia, które potrafią korelować informację na lepszej zasadzie niż stochastyka na kontach klientów.

A najdziwniejsze w tym, że poznaniacy słyną ponoć z oszczędności bardziej niż krakusy, a tu taka rozrzutność. Widać, że kraj się bogaci…

życzenia składane za późno…

16 March, 2007 (08:54) | non-tech, reklama i okolice | By: vermin

to, jak nauczyło mnie już doświadczenie z płcią przeciwną, czasem bardziej afront niż przyjemność - a na pewno oznaka braku szacunku. W marketingu przesłanie życzeń za późno, to już porażka - o ile jeszcze w kontakcie one2one jakoś to można przełknąć, (powiedzmy, że robiąc ’specjalną’ ofertę, z której to powodu musieliśmy poczekać chwilę z życzeniami), to w wypadku klienta masowego (IMHO) już lepiej wstrzymać akcję i zapomnieć o sprawie.

From: Telekomunikacja Polska [mailto:biuletyn@telekomunikacja.pl]
Sent: Monday, March 12, 2007 1:50 AM
Subject: Dzień Kobiet

(na obrazku) Dzień Kobiet z videostradą TP - 10 filmów gratis

Nie dość, że życzenia po czasie, to jeszcze oferta spóźniona… i wcale nie taka specjalna. Cóż - TP S.A. gratulujemy marketingu.

Jak nie sprzedawać systemów informatycznych dużym firmom

8 March, 2007 (08:00) | Prywatne, inne (tech), reklama i okolice, tyrady | By: vermin

Wyobraźmy sobie, stricte teoretycznie, że pracuję gdzieś w trzewiach pewnej polskiej korpo. Załóżmy, że ta korpo planuje wykonać jakiś duży wewnętrzny projekt. Załóżmy, że wśród oferentów jest firma tworząca m.in. dedykowane rozwiązania, firma mająca własny, sprawdzony standard (nazwijmy go DynaBlaster), wdrożony w kilku innych, bardzo dużych jak na polskie realia przedsiębiorstwach. Standard opierający się na pewnym szeroko używanym przez wszystkich standardzie Blaster, standardzie, bez którego nie wyobrażamy sobie teraz wymiany informacji.

Korporacja, bo jest to o tyle ważne, ma tony dokumentów wewnętrznych - misję, wizję i strategię. A także opisywane ostatnio przez Costę znienawidzony działy zakupów oraz co ważniejsze - dział strategii. Wyobraźmy sobie teraz, że chcemy coś im sprzedać, a gdzieś w tej oceniającej rozwiązania kupie luda, (załóżmy hipotetycznie, że ową Radę Archistrategii tworzy 10 osób) jest 6 osób, które Twoje rozwiązanie jest obojętne, oraz 4 mające w głowie inne warianty/dostawców.

Nie ukrywajmy - Twoje rozwiązanie jest najlepsze, bo najlepiej spełnia cele biznesowe firmy (jak ostatnio usłyszałem - “w korowych kompetencjach pracowników IT musi być rozumienie biznesu”). Super. I tu właśnie popełniasz błąd.

Po pierwsze: Twoje rozwiązanie jest najlepsze, bo rozwiązanie jest ściśle dopasowane do oczekiwań jakie zdefiniuje biznes - czytaj drogie, skomplikowane do wdrożenia oraz trudne do integracji z toną istniejących już wewnętrznie rozwiązań firmy. Nie lepiej skupić się na ciut innych zaletach? Przeprowadzić mały zwiad i na początku powiedzieć jak ładnie się wkomponuje w istniejącą strukturę firmy? Warto byłoby.
Ale to nie to spowodowało porażkę naszego dostawcy.

Po drugie i najważniejsze. Standard. Właśnie DynaBlaster zgubił naszego dostawcę. Otóż “Technologia proponowana przez dostawcę (DynaBlaster) niezgodna z przyjętym standardem”. I to jedno proste zdanie w pliku PPT załatwia sprawę. Rada Archistrategii widząc coś takiego od razu projekt odrzuci. A wystarczyło zalobbować i wspomnieć o tym jaki Blaster jest fajny i że cokolwiek wybiorą aktualnie opiera się na Blasterze właśnie. Nawet pewna Fabryka Urządzeń Dźwigowych także biorąca udział w tym wyścigu, tak naprawdę proponując swoje rozwiązania, opiera się po części na Blasterze.

Cóż, sprzedając swoje nawet najdoskonalsze rozwiązania, należy przemyśleć strategię, nie zakładać błędnie, że każda korporacja jest taka sama i tak samo można jej naściemniać. Dodatkowo smaczku dodaje fakt, że firma, (teraz także część dużej międzynarodowej korpo), sprzedająca DynaBlastera wdraża także rozwiązanie, które na 99% wygra…

Na szczęście to wszystko to tylko hipotezy, zabawa i gra słów. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych firm, ludzi, produktów są niezamierzone (i jeśli ktoś poda je wprost w komentarzach to…)

Druki bezadresowe, czyli jak wyrzucić pieniądze w błoto

23 December, 2006 (01:32) | reklama i okolice | By: vermin

Firmy uwielbiają wysyłać na święta życzenia - cel jest oczywisty: budowanie świadomości marki, kontakt z klientem - jeśli już tym klientem był, wysyłanie informacji o swoim istnieniu. Cel pierwszy i ostatni oferując produkt masowy osiąga się przez efekt skali - w tym celu można wykorzystać np. pocztę, która jak wiadomo po ostatnim strajku roznosi tony ulotek reklamowych.
No właśnie - co znalazłem w i na skrzynce na listy? Idealny sposób jak pomimo poniesionych niemałych nakładów finansowych osiągnąć efekt mizerny, jeśli jakikolwiek. Dotarła do mnie dość ładna, wydrukowana na dobrej jakości papierze, otwierana kartka pocztowa z życzeniami od sprzedawcy towarów AGD, którego klientem nigdy nie byłem. Wszystko wydaje się ok - gdzie to wyrzucanie pieniędzy w błoto? Cóż - byłoby ok, gdyby nie fakt, że zapakowana została w zwykłą, tanią, białą, nieprzezroczystą, niezaadresowaną, zaklejoną kopertę. Ja się zaciekawiłem kto zrobił coś tak głupiego - ale ilość kartek leżących na skrzynce, gdzie współmieszkańcy mojej klatki odkładają druki reklamowe pokazuje, że byłem w zdecydowanej mniejszości. Chociaż może się nie znam i tu mieszkają niestandardowi konsumenci?

strajk poczty wykorzystany marketingowo

23 November, 2006 (15:34) | non-tech, reklama i okolice | By: vermin

Jak wykorzystać strajk dostawcy na własną korzyść? Cóż - księgarnia Helion zrobiła to szybko i sprawnie w swoin newsletterze:

Ze względu na strajk listonoszy i możliwość opóźnienia w dostawie przesyłek za pośrednictwem Poczty Polskiej, zdecydowaliśmy się wprowadzić bezpłatną wysyłkę kurierską na zamówienia złożone w księgarni helion.pl.

Pięknie tak się przypomnieć i to jeszcze z korzyścią dla klienta…
Dlaczego swoją drogą nie dostałem jeszcze ulotek od firm kurierskich oraz alternatywnych dostawców poczty z obniżkami cenowymi? Taka okazja powtórzy się przecież dopiero za jakiś czas, przy uwolnieniu rynku pocztowego…

Prosimy nie przeszkadzać

8 September, 2006 (08:48) | Prywatne, non-tech, reklama i okolice | By: vermin

Nie jestem wyborcą PiS. Nie podoba mi się ich styl prowadzenia Polski ku wspólnej Europie. Nie jestem też (już) wyborcą PO ani tym bardziej innej polskiej partii. Właściwie jestem daleki od polityki - chyba najbliżej mi aktualnie (geograficznie) do szwedzkich partii, które rozpoczęły działania zgodne z moimi zainteresowaniami (znaczy bezpieczeństwo, nie hacking ;-)).

Niemniej z przyjemnością oglądam wojnę o rząd dusz, która toczy się w polskiej telewizji. O ile sporna reklamówka PO była dla mnie bez wyrazu, to mocne akcenty reklamy PiS są przepiękne. Przepraszam, ale przy takich copywriterach to PO może się schować. I większa, łatwiejsza w zrozumieniu dosadność, jak i trafniej dobrane argumenty. Szkoda tylko, że za tym niestety nie idzie rzeczywista poprawa warunków życia w Polsce, za zarobione w Polsce, a nie zagranicą pieniądze…

Czy SBS może zmienić świat, czyli wideo z premiery R2

4 August, 2006 (08:10) | gadgets, microsoft, reklama i okolice, sbs | By: vermin

Sprawdź sam - Da SBS Code.

Produkcja: Microsoft. FIlm zaaprobowany dla wszystkich SMB przez Microsoft.

Uwaga dla estetów: Ballmer w swojej roli powinien zostać ocenzurowany.
Uwaga dla linuxowców: Ciężki marketing Microsoftu.

darmowe, spersonalizowane wizytówki

12 March, 2006 (19:18) | non-tech, reklama i okolice | By: vermin

Motorola, firma znana z produkcji telefonów od dłuższego już czasu zmieniła swój model promocyjny. W dawniejszych czasach stawiała głównie na klienta z biznes-look, ale mniej więcej od archaicznego jak na dzisiejsze standardy modelu V2288, rozpoczęła się podróż marki w przyjaźniejsze klimaty.

Read more »

era gsm, czyli przymykamy oko na wyłudzenia

18 February, 2006 (18:56) | Prywatne, non-tech, reklama i okolice | By: vermin

Dostałem dziś SMSa z numeru 660000584 o tresci -

Era:/ Wygrałeś nagrodę rzeczową w ERA PREMIA! Wyślij sms o treści 692807054 na nr 1120(koszt 1,22 zl z vat) aby dowiedziec sie jak odebrac nagrode. Gratulacje

Ponieważ Era informuje o promocjach i wygranych ze swoich numerów specjalnych a kod raczej nie powinien wyglądać jak czyjś numer telefonu, postanowiłem sprawdzić o co chodzi z tym numerem 1120. Po chwili okazało się, że jest to numer, na który wysyłając SMSa doładowujemy konto telefonu, którego numer znajduje się w treści wiadomości, kwotą 20 złotych (10 dla numeru 1110).
Posiłkując się tą wiadomością zadzwoniłem natychmiast na infolinię Ery, w celu poinformowania ich o niecnych działaniach podejmowanych przez ich użytkowników. Przemiła Pani Agata, chcąc mi pomóc udzieliła mi paru informacji.

  • Primo - proces jest nagminny i nie jestem pierwszą osobą, która się z czymś takim zgłasza.
  • Secundo - nie przyjmie ode mnie numeru telefonu, bo nie wysłałem SMSa - no i nie mam zaświadczenia od policji, że coś takiego miało miejsce (co +- jest zropzumiałe)
  • Tertio - nawet jeśli wyślę SMSa, pójdę na policję, i dostanę zaświadczenie, to co najwyżej zwrócą mi pieniądze w przeciągu trzech miesięcy. Wobec sprawcy nie wyciągną konsekwencji… Powiedziała mi to prywatnie, niemniej skoro nie chcą przyjąc numeru to czegóż innego można oczekiwać?

Ręcę opadają… Co to jest za dbanie o własny wizerunek, jeśli taki jest stan rzeczy? To lepiej jest pozwolić na okradanie innych? Przecież wystarczyłoby przy takim zgłoszeniu przyjąć numer, sprawdzić SMSa (czy wyszedł i czy przyszedł) i zablokować kwotę na rachunku docelowym. PODJĄĆ JAKIEŚ DZIAŁANIE! No ale w sumie po co, tak? Ewidentnie w PiaR Ery pracuje mój dobry znajomy, Luigi Pierdoletto…

P.S. 1 Swoją drogą w poniedziałek ide na policję zgłosić przestępstwo. Ciekawe co zrobią? :)

P.S. 2 No i do prasy to się nadaje - zrobię im ciut czarnego PR, niech się uczą!

Kimkolwiek jesteś…

15 February, 2006 (23:20) | Prywatne, reklama i okolice | By: vermin

Reklama wirusowa to aktualny trend marketingowy. Poniewaz tradycyjne formy przekazu powoli się wyczerpują, a raczej może coraz więcej ludzi jest na nie uodpornionych, potrzebna staje się reklama, której nośnikiem będzie m.in. sama grupa docelowa. W ten sposób wystarczy opublikować coś, co po chwili dotrze samo do w miarę odpowiednich osób.

Minusem takiej reklamy jest konieczność stworzenia pewnego zamieszania (buzz), które niestety uzyskuje się albo przez humor, seks, przemoc lub innego rodzaju prowokację. Ma to swoje minusy - nie do każdego rodzaju biznesu taka reklama się nadaje. Często ciężko sobie wyobrazić poważny biznesowy look z odrobiną “pieprzu” (niekoniecznie pojmowanego jako seks). Przykładem może być chociażby ostatnia reklama IBM, która pokazuje, jak bardzo poważna firma potrafi zrobić kampanię “z jajem”.

Na ten pomysł wpadł netart, bardziej znany jako nazwa.pl. Proponują oni tani, w stosunku do swoich możliwości (w Polsce, BOCTATOE), hosting. Co ciekawe, kierują swoją ofertę do każdego, wspierając się właśnie hasłem “Kimkolwiek jesteś…”. Celem kampanii jest pokazanie w bardzo ciekawy i humorystyczny sposób, że wizerunek w postaci własnej strony WWW może być przydatny w zasadzie każdemu - a zachęta w postaci kosztu wynoszącego raptem 50 złotych nie powinna stanowić przeszkody…

Pokazanie w krzywym zwierciadle społeczeństwa ma jednak swoje minusy - sporo ludzi z przyjemnością obejrzy te przerysowania charakterów - obawiam się jedynie, że w naszym wspaniałym kraju niektóre ze zwrotów mogą spowodować koniecznośc przeproszenia, czy to mniejszości japońskiej (Taka-Se-Baba), koreańskiej (Yem Ki’He, wszechpolskiej (Zenon Gnat) czy też mieszkanek mniejszych ośrodkóW Społecznych o zabudowIe rozproszonej (Malwina Gil)…

Kampania ma jeszcze jeden minus - te 50 złotych starcza raptem na 6 miesięcy - potem pojawia się już kwestia pełnej odpłatności, która nie jest już taka mała… :|

“zamknięte” kampanie marketingowe, czyli polityka Cartmana

11 January, 2006 (01:25) | Prywatne, reklama i okolice, windows | By: vermin

W 6 odcinku 5 serii Southpark, Eric Cartman dostaje w spadku milion dolarów i kupuje wesołe miasteczko. Biznes nie przynosi zysków - ale jemu to nie przeszkadza, ma miasteczko tylko dla siebie. Ludzie, jak to ludzie, z ciekawości przychodzą i koniecznie chcą się dostać do tej wyjątkowej puli osób mogących wejść - i są za to wstanie wiele zapłacić.W tą stronę poszło google, tworząc serwis beta gmail.com a następnie google talk. Widzę, że podobna polityka przyświeca ostatnio marketingowcom firmy Microsoft, którzy najpierw tworzą wrażenie zamkniętych testów, szczególnie ograniczonej publiki swoich produktów, która nawet nie może publikować zdjęć. Grupy testerów, do której aby się dostać, ludzie gotowi są płacić konkretne pieniądze. i wszystko to tylko po to, żeby po chwili rzucić na rynek tony ‘zaproszeń’ - rozprowadzanych czy to na bink.nu rozdającemu zaproszenia do Visty, czy też 2k3r2 albo testers paradise rozdającym zaproszenia do MSN Messenger 8.0. Swoją drogą wspaniale, że chłopaki się dzielą, zamiast sprzedawać zaproszenia na ebayu - nie mniej po co to? Po co tworzyć pre-beta preview dla tak szerokiej publiki? Nie lepiej na stałe zmienić politykę wprowadzania produktu na rynek? No, ale z drugiej strony to są jednak ciągnące masy zainteresowane produktem, który kiedyś nadejdzie. Nie mogące o nim zapomnieć… Lejące w majty na myśl o tym, że są pierwsi… Że zobaczą, zanim za preview pojawi sie na technecie. Ciekawe ile nowych osób zarejestrowało sie na bink.nu?

Nie chodzi mi o zazdrość - broń boże! Jak znam życie to visty nie zainstaluję (choćby ze wzgledu na ograniczenia DRM) na swojej maszynie dość długo, a na roboczej to pewnie jeszcze dłużej (dopiero w czerwcu 2004 przesiadłem się na XP). Chodzi mi o jasne stawianie sprawy, o przejrzystość - jesteś testerem, masz taką wersję, publika dostanie to, technet to. Robienie ludziom wody z mózgu fachowo nazywa się marketingiem. tylko dlaczego to ma dotyczyć specjalistów od IT?
P.S. Edycja WYSIWYG w Wordpress 2 to porażka