vermin.eu.org

Specjalista IT na tru^Hopie

Entries Comments



dlaczego dobrzy informatycy robią rzeczy dłużej, czyli tzw. nos serwisanta

29 May, 2009 (06:31) | inne (tech), tyrady | By: vermin

Wstęp, czyli wprowadzenie
Byłem nabyłem czasu swego urządzenia linksysa WAG54G2 do dzielenia internetu w sieci domowej drogą bezprzewodową, ponieważ mój ulubionym sprawdzony USR9108 do tej pory dumnie pełniący ta funkcję poszedł do ojca, który założył sobie neostradę jako sprawdzone rozwiązanie. Wyciągnąłem modem szarpiąc się ciut z kabelkami (przez prawie dwa lata nie widziałem routera na oczy) i po powrocie od ojca zacząłem instalować owo cudo linksysa u siebie.

Etap 1, czyli jestem dobry
Jako doświadczony insztalator oczywiście podłączyłem się do routerka drogą bezprzewodową i zacząłem konfigurację. Najpierw zrobiłem wszystko by hand zgodnie z najlepszą wiedzą. Na routerze żadnej reakcji - wcisnąłem ręcznie przycisk “connect”, który znalazłem gdzieś w menu, dioda synchronizacji ADSL mignęła… i zgasła po krótkiej chwili. OK, rekonfiguracja, dioda mignęła na dłużej… i kiedy już zaczynałem wierzyć, że działa - zgasła. Zgasła też ciut moja wiara w siebie.

Etap 2, czyli brat gugiel zawsze pomoże
Połączyłem się przez GPRSa, poczytałem fora i propozycje (jakże sprzeczne) nowych ustawień. Spisałem, zapisałem, przetestowałem. Niestety nie obudził się we mnie Cezar i internet nie pomógł przekroczyć mi tego Rubikonu :( Mój autorytet informatyka w oczach żony zaczął topnieć…

Etap 3, czyli jak nie działa to serwisuję
W trakcie etapu drugiego rzuciło mi się w oczy, że posiadana wersja firmware 1.0.0.10 może mieć siakieś problemy. Były one zgodnie z opisem zbliżone do moich, więc szybko wykopałem i ściągnąłem testową i niewspieraną wersję 1.0.0.15, która to zdaniem forumowiczów działa idealnie. Przejście na kabel do routera, aktualizacja firmware, ponowne wgranie ustawień… “Polepszyło” się tylko tyle, że próba synchronizacji trwa dłużej - ale z tym samym, zerowym efektem.

Etap 4, czyli “na łosia”
Na tym etapie chciałbym zauważyć, że ten model routera nie ma (nie znalazłem) dostępnych logów, konsoli, czy czegokolwiek co pozwalałoby zauważyć na czym polega i skąd się bierze ten problem. A ma to przecież najprostszy D-Link… Cóż - kupiłem urządzenie, które ładnie ma wyglądać stojąc obok PS3, to dostałem szmelc dla łosi.
No dobrze, skoro podejście inteligentne nie zadziałało, zrobiłem to, co robi łoś. Rozpakowałem instrukcje, mając siebie w pogardzie, wyjąłem płytę CD z autokonfiguratorem i uruchomiłem. oprogramowanie. Napisany łopatologicznie konfigurator zdeptał moją godność, inteligencję, tytuły naukowe, certyfikaty… i opluł na koniec komunikatem - nie działa.

Etap 5, czyli jak trwoga, to do dostarczyciela usług
No dobra - pomyślałem, czując się trochę lepiej, kiedy to moja godność podnosiła się powoli, niczym źdźbło trawy zgniecione ciężarówką wiozącą routery - skoro nic nie działa, to może awaria u operatora? Co prawda dookoła świecą się jakieś liveboxy, ale… Nie ma się co zastanawiać, dzwonimy. Podniosłem słuchawkę, wybrałem numer błękitnej… i nic. Nie działa. Nie działa? Jak to nie działa? Miedź nie działa?! MIEDŹ? MIEDŹ! W tym momencie wydawszy z siebie jakieś ryki, które obudziły moją lepszą i piękniejszą połowę ze snu, ruszyłem szukać kabli. Kabli z lat 80, które wyciągając stary router jak się okazało rozłączyłem. Śrubka, śrubokręt, minuta pięć i wszystko działa bez większych spięć.

Coda
Dlatego też człowiek, który wie, robi rzeczy dłużej - bo widzi więcej miejsc, które mogą być problemem. Zakłada błędnie, że jeśli coś przed chwilą działało (stary modem) to będzie działać (nowy modem). Normalny luser zacząłby od etapu 4 i w etapie 5 byłby szybciej niż ja zdążyłem to napisać.
Mój kolega, mający jak powiada “nos serwisanta”, zacząłby pewnie od gniazdka a nie od debugowania warstwy aplikacji i też byłby w internecie szybciej niż ja. Mówią, że po nitce do kłębka - ale zawsze zostaje definicja kłębka.
Cóż, pozostaje tylko zrozumieć, że jak producent traktuje klienta jak debila (brak instrukcji, brak sysloga, brak czegokolwiek) i daje mu jedną, jedyną prostą drogę, to należy ją sprawdzić najpierw, a nie robić “po polsku”, rozpoznaniem przez walkę… I co z tego, że tak napisałem, jak i tak wiem, że nie posłucham tej rady?

Comments

Comment from GT
Time: 18/08/09, 9:41

Można jeszcze zacząć od zbadania wtyczki przy pomocy języka… Kiedyś zupełnie nieświadomie, bawiąc się kabelkiem, w zamyśleniu dokonałem takiego badania i efekt był wstrząsający… niby 60V krzywdy nie robi, ale doznanie jest z tych mocnieszych… ;)

Write a comment