back 2 life, back 2 reality ;-)
Pierwsze pytanie jakie miałem do siebie otwierając ponownie tego bloga, to to, czy warto ponownie próbować go reaktywować, czy też może jednak lepiej otworzyć gdzieś coś nowego a to zostawić w sieci “żeby było”. Trochę szkoda byłoby rzucić te kilka ciekawych notek (i kilka mniej ciekawych też) i próbować budować od nowa jakiś blog. Ponieważ jego tematyka byłaby zbliżona, przerwa pokazuje dość wyraźnie pewien okres mojego życia - a to w końcu mój na poły prywatny, na poły technologiczny blog - postanowiłem spróbować jednak rozpocząć ponownie swoje publikacje na tych łamach.
Sądzę jednak, że moim czytelnikom, (ciekawe, czy ktoś jeszcze ma mnie w readerze i liczy że pojawi się z mojego bloga nowy content?), należy się słowo wyjaśnienia dlaczego zniknąłem z sieci. Cóż - głównym powodem, dla których ilość publikacji na blogu nikła i w końcu wygasła był i jest mój syn. Wbrew pozorom i temu co zawsze mi się wydawało, dziecko nie potrzebuje maksimum atencji na samym początku swojej drogi na świecie. Wbrew pozorom jest wtedy dość binarne - śpi/nie śpi. Nie śpi dzieli się też na dwa stany: je/jest przewijane. Wraz z rozwojem i coraz większą percepcją potrzeby nowego człowieka robią się większe i coraz bardziej zajmują młodych rodziców. Jest to piękne - ale dziwną zmianą jest ta, że człowiek dopiero mając paromiesięczne dziecko wie, że komputer tylko w pracy oraz że pracy w domu niet (bo najpierw dość intensywnie z przyjemnością dziecko jak się wróci z pracy, potem prace domowe a na końcu to się śpi jak tylko się przyłoży głowę do poduszki, a nie 2-3 jak to drzewiej bywało). Oczywiście, można nie uczestniczyć aktywnie w życiu domowym,ale po cholerę wtedy byłoby decydować się na dziecko? Dopiero teraz, gdy synowi ma wkrótce minąć roczek doszedłem do jakiegoś konsensusu z czasem i własnymi możliwościami i stwierdziłem, że być może da radę przywrócić niektóre ze zwyczajów prawie że kawalerskiego życia (bo z obecnej perspektywy to bycie z żoną bez dziecka było wyjątkowo mało absorbujące - nawet, jeśli spędzaliśmy więcej czasu razem…)
Jest także drugi powód - tym razem już bardziej konkretny i bliższy technologii. W końcu przestałem być specjalistą IT. Zostałem “samodzielnym inspektorem ds. informatyki”. Pomimo wyjątkowo głupiej nazwy nowego stanowiska pozwala mi ono na nie tylko wykorzystanie dotychczasowej wiedzy o systemach Windows, ale także na odkrywanie nowych obszarów, wcześniej dużo mnie rozpoznanych, takich jak SAP, Oracle, Business Intelligence i inne, bardziej zbliżone do biznesu cuda niż administrator Windows w małej, eufemistyczynie mówiąc małorozwojowej firmie. Nie mówię, że poprzednia praca była zła - także tam dało się (wspierając się dodatkowo pracami zleconymi i projektami) sensownie żyć, wprowadzać i poznawać technologie. Ba, nawet udało się aktywnie uczestniczyć w jednym projekcie który zahaczył mocno o biznes. Ba - stanowił nawet o jego sile… (controlling)
Niemniej możliwość zobaczenia w akcji tych wszystkich zabawek o których człowiek albo czyta, albo styka się jedynie na prezentacjach (storage, biblioteki taśmowe, sieci FO, archaiczne Alfy, świeższe PA-RISC i nowe blade servery, poważne silniki DB w działaniu na zbiorach większych niż te którymi ostatnio na prezentacji MS BI chwaliło się Ministerstwo Finansów, system ERP od podszewki, i wiele wiele dodatkowych zabawek) to jest coś. Ba, nie tylko o zobaczeniu tu mówię - przecież to wszystko co piszę to jest moja codzienna praca
Ewidentnie jestem jakimś technologicznym onanistą, biorąc pod uwagę, że podniecam się możliwością pracy z technologią. Niemniej technologia, technologia w biznesie i technologia dla technologii to jest coś co lubię. Używać, pracować i otaczać się. Nie żebym siedział w serwerowni - od tego mam terminale, serwery terminali, zdalne konsole i coś jeszcze pewnie, czego nie zdołałem do tej pory poznać
No cóż - właśnie dlatego tak mało ostatnio byłem w blogosferze - konieczność znacznego poszerzenia kompetencji w krótkim czasie to coś, co mocno zabiera resztki wolnego czasu. Niestety - im więcej wiem,tym więcej wiem, że nie wiem i muszę nadrobić…
Ale postaram się pisać, dla swojej i Waszej uciechy/informacji/możliwości zwiększenia cyfrowego chaosu (choose all that apply).
vermin
P.S. Jest trzeci powód, który mocno mnie zniechęcił patrząc dodatkowo na brak czasu. ‘Przypadkiem’ (vide az.pl ssie) zaginął plik trzymający bazę komentarzy. Nie mając czasu na rozwiązanie tematu, aktualizacje i takie tam zarzuciłem bloga. Jeśli w ogóle się nie ma wolnego czasu to lepiej poświęcić go na zdobywanie wiedzy niż naprawianie czegoś, co jest co najwyżej hobby, prawda? Ponieważ jednak postanowiłem pisać dalej, będę musiał przerobić niektóre rzeczy na tym blogu - chociażby koniecznie podnieść go do najnowszej wersji, zaktualizować dodatki i ulepszyć taksonomię wpisów. W związku z tym osoby, które w najbliższym czasie odwiedzą tego bloga mogą się natknąć na jakieś dziwne zachowania. Mam nadzieję, że tych, którym błysnął ten wpis w czytniku ewentualne przejściowe problemy nie zniechęcą do powrotu ponownej lektury.
Comments
Comment from byte
Time: 11/11/07, 22:50
Jakże miło, że wróciłeś.
Comment from Komodo
Time: 11/11/07, 22:24
Nareszcie!