Wyszukiwarki - krok ku zbiorowej świadomości?
Jakiś czas temu w “Nowej Fantastyce” czytałem ciekawe opowiadanie. Otóż nagle, przez przywleczonego z kosmosu wirusa, który szybko rozszerza się na zbiorze ludzkiej populacji, ludzie uzyskują możliwość czytania myśli innych. I to nie na zasadzie telepatii, ale nagłego, obustronnego transferu świadomości. Wszystko staje się przejrzyste - wychodzą na jaw standard podwójnej moralności, zdrady, oszustwa, agenci WSI… Wszystkie dobre i złe uczynki. Nagle możemy wiedzieć wszystko o wszystkich. Nagle nie można nic ukryć. Tworzy się zbiorowa świadomość. Oczywiście w takiej sytuacji są dwa wyjścia - albo wszyscy zginą, albo zaczniemy współpracować ze sobą tworząc lepszą i bardziej zorganizowaną wspólnotę, niż robią to w tym momencie Azjaci.
Podobną wizję przedstawił także w swojej książce “God’s Debris” twórca Dilberta - Scott Adams. Przedstawia ona pewien eksperyment myślowy, w który wpadając - nie ukrywam, że nie bez złości w niektórych momentach na uproszczenia pozwalające wyciągać dość abstrakcyjne wnioski - dochodzimy w końcu do zaskakującej tezy. Niemniej także dość ciekawej jeśli chodzi o to w którą stronę dąży cywilizacja i do czego chce wykorztać technologię.
W dobie, kiedy okazuje się, że łatwo można prześledzić dowolnych ludzi (afera HP), kiedy dane z wyszukiwarek pozwalają na ustalenie kim jesteśmy (ujawnienie danych przez AOL), co robimy (szpiegowanie Google Calendar) i kiedyś źle powiedzieliśmy (dowolna wyszukiwarka archiwizująca usenet oraz strony archiwizujące usenet i web archive), wizje zbiorowej, utrwalanej i powielanej świadomości stają się coraz bardziej realne. Oczywiście rządy starają się blokować te zmiany i utrzymywać swój monopol na informację, (w końcu informacje = władza), ale czy im się uda? W końcu informacja chce być wolna.
A google labs dalej pracuje…