Adobe Reader w środku nocy…
Cóż - format PDF zawsze wydawał mi się piękny, wspaniały i przenośny. Dopóki oczywiście nie zacząłem współpracować z poligrafią. Pliki przesyłane pomiędzy studiem DTP a kooperantami potrafią czasem zostawić fonty dosłownie w rozsypce.
Prawdziwym jednak szokiem było odkrycie dziś w nocy, że zainstalowany Acrobat 7.05 (oczywiście na www.reader.pl jest tylko wersja enu, ale co tam) NIE POTRAFI obsłużyć polskich czcionek w trybie wypełniania formularzy (z wyświetlaniem sobie radzi świetnie). Przy naciśnięciu alt-l program sprawdza update’y…
Początkowo myślałem, że to opcja w menu Preferences. Niestety parokrotne przewertowanie menu pokazało mi jak bardzo się mylę. Swoją droga poznałem menu Readera - nie jest ono krótkie i co gorsza dużo nie wnosi. Następnie szybki google search, niewiele wniósł, więc przeniosłem się na strony Adobe. Tam oczywiście jest support, ale jak się szuka błędu to czegoś takiego nie znajduje. Już zaczynałem kląć i szukać przedstawicielstwa w Polsce… (Swoją drogą - nie ma czegoś takiego). Próbowałem zainstalować starszego readera którego miałem w wersji PL - no way jose - trzeba dokonać deinstalacji softu (a komputera z różnych względów restartować nie mogę).
Na szczęście na stronach readera znalazłem programik mający circa 1,1MB o wdzięcznej nazwie CEFonts.exe. Udało się go ściągnąć, choć witryna Adobe nie mogła się wciąż doładować do 100% i odpalić skryptu serwującego plik klientowi. Instalacja, próba wpisania tekstu… D..A! Na ’szczęście’ alt-l ponownie uruchomiło aktualizacje, te pomieliły dłużej i zaproponowały ściągnięcie nowszej, 4,4 MB wersji wzmiankowanego pliku. Po tej instalacji zadziałało. Ale jak pomyslę, ile to zajęło czasu (gdzieś miałem ostro wąskie gardło i szło jak…), że gdybym nie miał sieci to zupełnie nie dałoby rady. Heh. To ja wolę, jak urzędy publikują dokumenty w doc… ![]()