Jedna firma pozywa drugą - chodzi o treści jakie jedna z domen wypisuje o drugiej. Każda z nich znajduje się w innym kraju, każda ma swoją domenę internetową. W toku postępowania sądowego, jak to się dzieje prędzej czy później, jedna z firm wygrywa. Ponieważ strona przegrywająca twierdzi, że postępowanie nie odbyło się w sądzie właściwym dla tej firmy, odmawia zastosowania się do wyroku. W związku z tym strona, która wygrała proces prosi sąd o wydanie nakazu usunięcia domeny. Domeny znajdującej się “prawie” na terenie kraju firmy pozywającej. W tym wypadku chodzi o domenę TLD, bez wskazania narodowego. Co powinien zrobić sąd i ‘organy trzymające władzę’ (tu: internet).
TLD zawiaduje ICANN, który mieści się w USA. Pierwsza firma (tu: uważana za spamerską e360 Insight), także mieści się w USA. Druga (tu: jeden z RBLi - spamhause.org) poza granicami tego kraju.
Zastanawiam się nad regulacjami prawnymi tyczącymi się tej sprawy. Jeśli przyjmujemy, że poprzez postawienie serwera gdzieś w świecie, jeśli łamiemy jakieś (a szczególnie amerykańskie!) obowiązujące gdziekolwiek wg widzimisie dowolnego rządu prawo i musimy się do niego stosować - to ja przepraszam.
Dzięki takim interpretacjom powinniśmy zamykać serwisy opisujące to co się dzieje w Tybecie, Białorusi, Czeczenii oraz innych zapalnych miejscach świata - w końcu łamią one jakieś prawo, gdzieś tam obowiązujące. Ba, jeśli powołałbym do życia jakieś bananowe państwo (załóżmy, że mam odpowiednią k’temu ilość pieniędzy), to mógłbym sam wydać prawa ograniczające to co się pisze na świecie. Jeszcze niedawno nie przeszkadzało mi, że amerykanie zawiadują siecią. Teraz zaczynam się zastanawiać, czy zawiadywanie siecią powinno być na pewno gdziekolwiek umiejscowione? Czy jakikolwiek rząd powinien móc ograniczać to co się w sieci pisze (poza treściami ogólnie przyjęte za zbrodnicze - faszyzm, komunizm, etc.)?
Cóż - z organizacji międzynarodowych pozostaje małosprawny ONZ, ale lepsze chyba byłoby to niż nic? Czy też może uznać sieć obszar, gdzie prawa międzynarodowe nie obowiązują i stosują się tam tylko zasady prawa… międzynarodowego. Dziwny temat, ale widać, że sieć zaczyna powoli mieć własną państowowość i nagle trzeba mocno zacząć się przejmować prawem. Może mocniej nawet niż administracją systemem? Bo w końcu jak uczy nas polityka - system to zło 