Dlaczego linuxa powinno się instalować na kilku partycjach, czyli o problemach z GRUB
Każdy linux podczas swojego procesu instalacji ma moment, kiedy pyta się o wybór partycji, na której zamierzamy go umieścić. Ponieważ zazwyczaj na komputerze rezyduje kilka systemów (linuxów, windowsów czy innych *BSD), to trzeba ponadto (w którymś z następnych etapów instalacji), wyposażyć się w jakiegoś boot managera. Przy okazji nie polecam korzystania z różnorodnych wizardów dokonujących autopartycjonowania - niestety taki wizard potrafi skasować wszystkie już istniejące na komputerze partycje…
Standardowa struktura katalogów (vide man hier) zawiera określoną strukturę - /usr zawierający aplikacje, /home gdzie trzymane są dane użytkowników, /var gdzie trzymane są dane programów oraz logi, etc… (gdzie trzymane są pliki konfiguracyjne
) Oczywiście ciężko podczas instalacji stwierdzić ile to wszystko zajmie miejsca, więc można wybrać najprostszą opcję - wskazać partycję, usadowić tam katalog główny “/” i voila, wszystkie podkatalogi umieszczą się pod spodem, struktura będzie jak najbardziej dynamiczna, bo określona ilość wolnego miejsca będzie przyznana pomiędzy wszystkie pliki… W czym więc problem?
No i okazuje się, że problem potrafi się pojawić. Niestety nawet nowoczesne systemy plików, z journalingiem, danymi nadmiarowymi i innymi bajerami potrafią podczas któregoś tam twardego wyłączenia ‘nie trafić’ z danymi, lub też je zagubić. Taka właśnie sytuacja mnie dotknęła ostatnio, kiedy dość głęboko tuningowałem system, wrzucając nowe moduły z różnymi parametrami, co powodowało zamrożenie systemu dające możliwość jedynie twardego restartu systemu. Pierwszym popełnionym błędem było nie poprawianie systemu plików po każdym padzie (fsck nie startował automatycznie). Kilka padów systemu i coś zaczęło się sypać z tuningowanymi modułami. Natychmiast przywróciłem pierwotne wersje systemu (moduły, etc), zrobiłem restart… i mój boot manager grub powiedział mi bye, wieszając się w fazie 1.5 i plując numerami błędów. W głowie połączyły się wszystkie przesłanki i już wiedziałem. Grub nie mógł wczytać danych z pliku /boot/grub/grub.conf. Oczywiście procedura naprawcza jest prosta - albo odpalić jakiś system potrafiący naprawić partycję linuxową, albo odtworzyć mbr odpalić dowolny inny system.
I tu niestety nauczka dla posiadaczy laptopów lub nowoczesnych dysków - WXP SP1 nie widzi dysków SATA. Zresztą nie wiem, czy WXP SP2 je widzi, nie testowałem. Z kontrolerami ICH6 problemy mają jądra linuxowe sprzed 2.6.11.10… A i te nie wszystkie działały poprawnie. W ten sposób ilość opcji zdecydowanie mi się zawężyła - na szczęście udało mi się znaleźć knoppixa u jednego ze znajomych3.8.1, odpalić go… i zobaczyć, że system plików padł całkowicie ![]()
Przechodząc do wniosków - gdybym miał partycję /boot zainstalowaną osobno (i montowaną najlepiej z opcją ro), to grub nie miałby problemu ze startem komputera (i oszczędzeniem mi czasu, bo knoppixa miałem na dysku windows…). Gdybym miał np. /etc na osobnej partycji, to konfiguracja pewnie by mi została… albo dane… albo inne ustawienia… A tak, nie backupowany (bo jeszcze nie dopieszczony) system padł i spowodował kolejne żmudne godziny stawiania i konfiguracji ![]()